Śledź mnie na:

Cent Us (Pracownia Piwa)



By  Patryk Piechocki     26.2.14    Tagi:,,,, 

Po bardzo przyjemnym i zaskakującym Smoked Cracow, od panów z podkrakowskiej pracowni, moje nałogi alkoholowe odzywają się nad wyraz mocno. Chcą więcej, może delirki jeszcze nie mam ale czuję głód kolejnego piwa z jeleniem na etykiecie. Na american wheat nie mam ochoty, do wyboru więc zostały mi rye stout i smoked stout.

Oj ciężko jest podjąć decyzje, w końcu oba piwa to stouty. Moje ulubiene jakby to ktoś powiedział. Będąc jednak w nastroju do wędzonki po wczoraj postanowiłem wybrać wędzonego czarnucha. O jezu, troszku nie tak to zabrzmiało...


Kapsel goły, etykieta ta sama. Nie mogę się na nią napatrzeć, jest po prostu piękna. Obok stoi już nalane piwo, do guinnessowego szkła oczywiście. Co prawda to stout ale piana jakaś taka mało stylowa. Z początku wydaje się ładna ale dość szybko znika pozostawiając tylko obrączkę. A była taka zbita i watowata, taka amerykańska, szkoda. Samo piwo jest czarne ale ma brązowawe prześwity, pitch black to na pewno nie jest. Kurde no, prezencja troszku podupada.


Wącham i szok, masło? I to tak mocno uderzające w nos? Nieee no nie może tak być... i nie jest. Po dwóch/trzech niuchach stwierdzam, że jest to po prostu wędzonka. Może i jest gdzieś w tle jakieś masełko ale bardziej takie wypełniające ogólny zapach dymionych wędlin. Na początku da się też wyczuć delikatną czekoladę ale znika ona po lekkim ogrzaniu piwa. Biorę więc łyk i kurde, to piwo jest cholernie dziwne. Już teraz muszę zaznaczyć, że jestem mocno confused. Mamy tu wszystko co gorzkie, głównie czekoladę i kawę. Jest też stoutowa paloność. Dochodzi do tego wszystkiego jednak wędzonka i burzy całą historie moich doświadczeń ze stoutami. Oj nie, nie jest nachalna jak jakiś dyktator. Bardziej jak masażysta, który pozwala zapomnieć o problemach i rozluźnia ciało. Skleja wszystkie smaczki w piękną bryłę i sprawia, że piwo jest cholernie wyważone i zarazem gładkie w odczuciu. Goryczka, która pojawia się na finiszu, też jest bardzo wyszukana i tylko dopełnia dzieła aksamitności. Niskie nasycenie też robi swoje. 

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

2 komentarze:

  1. Może wyśle ci mojego Smoked English Portera on tego Centusia rozwala na łopatki;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dymiony porter? Czegoś takiego jeszcze nie widziałem ;)

      Usuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com