Śledź mnie na:

Bojan Black IPA (Bojanowo)



By  Patryk Piechocki     17.2.14    Tagi:,,, 

Pierwsze moje spotkanie z Black IPA z Bojanowa było dość specyficzne. Pamiętam jakąś piwnice u kumpla, jakiś bilard i znajomych, którzy bezczelnie wykorzystywali mój brak skupienia aby wyciągać mi bile z łuz. Nie powiem, lekkie upojenie alkoholowe miało miejsce. Pamiętam jednak dokładnie, że nie smakował mi ten Bojan jak Black IPA, już nie mówiąc o zwykłym IPA.

Oczywiście pełno jest na necie degustacji tego wynalazku. Wszyscy są zgodni, że pierwsza warka mało miała wspólnego ze stylem, o kolorze nie wspomnę. Druga warka podobno była ukrytym stoutem, tutaj kolorek się już jednak zgadzał. Dzięki alkoholikom takim jak ja (którzy prawie codziennie są w pobliżu specjalistycznego sklepu z piwem) mogę się w końcu przekonać jak to jest z tym czarnym Bojanem. No i jest to niby trzecia warka, czy w końcu udało im się wstrzelić w styl?


Tak tak wiem, kapsel stary ale nowy możecie zobaczyć przy degustacji Toporka. W sumie to nie wiem czemu akurat moja sztuka była tą special one. No nic, nalewamy. Pierwsze zaskoczenie, piana. Dość gęsta, ładna, brązowiutka. Trzyma jednak fason piw z BRJ i znika w zastraszającym tempie. Brudy pozostają po niej na szkle więc kończy swój żywot pozytywnie. Kolor jako tako proper, czarny z rubinowymi refleksami.


Jakoś dziwnie się ten czarnuch patrzy na mnie ze szkła. Tak złowieszczo. Czyżby naprawdę Bojanów nauczył się na błędach? Wącham i odpowiedź jest jasna jak łysina Mariana z Kiepskich w pełnym słońcu. Otóż, nie. A przynajmniej nie w aromacie. Jest ta osławiona kawa z mleczkiem. Co prawda pojawia się paloność z nutami chmielowymi ale pierwsze skrzypce gra jednak ta mleczna słodkość. Jakoś mi to jednak nie przeszkadza za mocno, może dlatego że sam aromat jest słaby. Przechylam więc noniczka i co? Tu już nie jest tak słodko. Od początku atakuje wszechobecna paloność ale... jest światełko w tunelu. Chmiele! Są! Goryczka wchodzi w drogę paloności i zwycięża pod koniec każdego łyku. Tylko kurde, za słaba jak dla mnie. Dalej jest to bardziej palone, niżeli chmielowe piwo. No nic, kolejne warki może będą lepsze. Ważne jest to, że pozbyli się posłodzonego cappuccino ze smaku. Wieść gminna niesie, że jest już czwarta warka (dostępna w freshżabkach), podobno jeszcze lepsza.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com