Śledź mnie na:

Żytorillo (Pinta)



By  Patryk Piechocki     17.11.13    Tagi:,,,,, 

Byłem, poprawnie politycznie pisząc, lekko zawiedziony Targami w Poznaniu. Jak tylko wróciłem do domu postanowiłem wypić jedno z nabytych tam premierowych piw z Pinty. Długo walczyłem ze sobą, które wybrać? Czy zwykłego przedstawiciela gatunku? A może wariacje stylowe Pinty? Padło na to drugie.


Moje doświadczenia z żytnimi to w dużym skrócie: mega fajna kwaskowatość. Dlatego po otwarciu butelki byłem zszokowany gdy, ku mojemu zdziwieniu, dostałem pięścią w twarz palonym chmielem, i to w dodatku dużą jego ilością. Tak wiem, jest to napisane na etykiecie ale jakoś tak nie spodziewałem się aż takiej ilości. Lekko zadżumiony nalałem je do nowo zakupionej szklanicy firmowej, bardzo fajnej muszę dodać głównie przez grube szkło. I tutaj kolejne uderzenie, tym razem prosto w oczy. Tak jakby ktoś mi wbił 2 badyle od miotły. Piana jest po prostu fenomenalna. Grube to, zbite to, gdy opadała zostawiała na szkle piękne chmurki. W dodatku faktura samego piwa jest fajna, niby ciemne ale widać tą piaskowatość jaką widziałem w Żytnim z Konstancina. W tym momencie kompletnie zapomniałem o nie całkiem udanym dniu. 


Pijemy! Dwa szybkie łyki i znowu uderzenie zdziwienia, tym razem średnio pozytywnego. Jest mocno nachmielone, gorycz piękna, taka smolista, taka... żywiczna. Zaraz za nią ciągnie się paloność i ogólna przyjemność, szczególnie w tak ponury i mokry wieczór. Mnie jednak to nie bawi, piję kolejne dwa łyki, no gdzie on jest?! Nie wyczuwam w ogóle kwasku. Pojawia się on pod sam koniec wziętego łyka, jakiś taki mizerny i słaby. W tym momencie nasuwa mi się myśl, że trochę za mało tego żyta w żytnim. 


Ale nie, piję dalej, już na spokojnie. Czytając wpisy i zdjęcia, jak to się blogosfera bawi gdzieś nad morzem. I tak biorąc ostatni łyk dostaje olśnienia. To piwo jest cholernie pijalne jak na tak mocne doznania smakowe. Doszła do mnie jeszcze jedna ważna rzecz, to są wariacje piwne panów z Pinty, to nie miał być typowy przedstawiciel gatunku (ten akurat czeka w lodówce czyli Apetyt na Życie). Trzeba być idiotą, żeby od Żytorillo oczekiwać trzymania się stylu, i takim idiotą się przez chwilę poczułem. Sama kwaskowatość, która pojawia się pod koniec, to po prostu taka wisienka na torcie. 

www.browarpinta.pl / Gdzie wypijesz?

PS: drugie picie pokazało, że piwo nic się nie zmieniło dlatego wrzuciłem tylko nowe zdjęcia i zmieniłem szablon posta na aktualny.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com