Śledź mnie na:

Jak to Edi spieprzył mi dzień, lub dwa.



By  Patryk Piechocki     25.11.13    Tagi:,,,, 

Dawno nie puściłem takiego hejta. I to w dodatku nie na piwo ale na cały browar. A miało być tak przyjemnie, tak fajnie, tak uroczo i pysznie. Przyznam szczerze, że nawet się ucieszyłem gdy zobaczyłem stanowisko browaru ze Wschowy na Poznańskich Targach Piwnych. To co nastąpiło później przekroczyło moje wszelkie oczekiwania...

Usiadłem sobie ze znajomym, typowe spotkanie w stylu kebab + rozmowy o pierdołach. Postanowiliśmy wypić po piwku. Ja chwyciłem Migdałowe Edi'ego.


Zrobiłem zdjęcie, ładnie przygotowałem się do opisania wrażeń. Tak przyznam, etykieta jest kiczowata ale ma swój PRLowski urok. Piana niestety nie była już taka fajna, buzowała i szybko znikła. Aromat? Coś dziwnego muszę przyznać, nie potrafię powiedzieć co to było. W każdym bądź razie nieprzyjemne. To jednak smak jest w tym "piwie" najważniejszy. Czysta zielona skóra z orzechów włoskich, taki posmak jak się ma pod paznokciami zaraz po obraniu tejże skórki z łupin. Tak samo ciężko jest się go pozbyć. Wysokie jak cholera nagazowanie jeszcze bardziej robi je niepijalnym. Znajomy podsumował to piwo jeszcze krócej:

"Kora z drzewa"

Po czym wrócił do picia swojego Black Hope. Jak ja mu zazdrościłem...

Miałem o tym nie pisać, nie chciałem być aż tak krytyczny w stosunku do jednej sztuki piwa, które jest pewnego rodzaju eksperymentem. No właśnie, miałem... Zmusił mnie jednak do tego syk. Tak tak, 2 dni później, siedząc sobie spokojnie usłyszałem syk. Trochę mi zajęło zlokalizowanie go. Wydobywał się z butelki drugiego piwa ze Wschowy:


Minął tydzień od targów, butelka cały czas stała w jednym, zaciemnionym miejscu. Nawet w samochodzie stała pionowo. Nie było więc jak uszkodzić kapsla, najwidoczniej w browarze musieli to źle zrobić. Z drugiej strony nalane było prawie do końca, możliwe że aż tak się nagazowało? Nie wiem. 

Wiem natomiast jedno, piana wylewała się dobre 2 minuty (zdjęcie na początku). Wlałem więc to co zostało w butelce do kufla. Już miałem wziąć spory łyk ale w ostatniej chwili mnie olśniło. Przecie normalne piwo by tak nie buzowało. Lekko zamoczyłem język i już wiem, że jest zepsute. Ten cały syk to było wołanie:

Drink me and DIE.

Nie daje oceny, nie zaliczam też tego jako degustacji. Chcę dać szanse browarowi. Może kiedyś uda mi się kupić piwo u nich. W sumie to daleko nie mam.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Warto jeszcze raz spróbować bo osobiście mi piwa od EDI'ego bardzo przypasowały i wypiłem wszystkie możliwe rodzaje tego piwa :) No i wszystkie były jak najbardziej OK. Ogólnie piwa z tego browaru mają 2 tygodniowy termin ważności bo są choćby niepasteryzowane. Poza tym producent ich sztucznie nie dogazowuje, stąd też można trafić na piwo które się mało nagazowało podczas fermentacji itp jak i również piwo mocno gazowane... Taka rosyjska ruletka można by rzec...

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com