Śledź mnie na:

Podróże Kormorana Witbier (Kormoran)



By  Patryk Piechocki     5.7.14    Tagi:,,,, 

Drugie picie:

Piękna pogoda za oknem. Ani jednej chmurki na niebie, stopni lekko ponad 30 na termometrach. Co za tym idzie duszno i parno się zaczyna robić momentami. Wszędzie, głównie w TV, będziecie słyszeć, żeby wychodzić z domów tylko w razie konieczności... Szczerze, czasami się zastanawiam kto takie pierdoły wygaduje i zaleca. Jestem zdania, że ciało trzeba hartować w każdych warunkach, trzeba się tylko zabezpieczyć dobrze. Dlatego właśnie założyłem czapkę z daszkiem i wrzuciłem kormoranowego wita do plecaka. Dodałem do tego dwa bidony wody i jedziem korzystać z tej pogody. W jednej rzeczy mogę przyznać trochę racji pięknie uczesanym prezenterom z TV, takie smażenie na słońcu z bebechem do góry może być niezdrowe. Wysiłek fizyczny w tempie rekreacyjnym? To jest to.

Korciło mnie, żeby zabrać nowe pszeniczne z Witnicy. W końcu stwierdziłem, że wolę coś co na pewno mnie nie zawiedzie swoim smakiem i wybrałem podróżnika. Patrząc na etykietę podrapałem się po głowie, to już dziewiąta warka tego piwa? Boże jak ten czas leci.  Uświadomiłem sobie dzięki temu też, że niedługo pyknie roczek od napisania pierwszego posta na blogu. Trzeba będzie coś specjalnego zrobić na tę okazję. Teraz jednak trzeba się zabrać za uzupełnianie starych niby-recenzji. Pijanego rowerzysty nie będzie, jak już wspomniałem bardziej to rekreacyjną przejażdżkę przypominało i w dodatku baterii w aparacie starczyło mi tylko na zrobienie zdjęć piwa.


Coś jest z tymi kapslami podróżnika, że mój aparat dostaje szału gdy musi im zdjęcie zrobić. Jakoś nie potrafi do końca trafić z ostrością, manualnie też nie potrafię tego zrobić sam. Nadruk jest dziwnie namalowany. Etykieta nowa, podzielona na przód i kontrę. Jak już pisałem kiedyś, bardzo dobry pomysł. Przy takim papierze kredowopodobnym zapobiega to marszczeniu... a przynajmniej w mniejszym stopniu niż to miało miejsce wcześniej. Kolor piwa się nie zmienił, nadal jest iście pomarańczowy. Zmętnione, bardzo przyjemne dla oka. Piana jakaś taka inna, nie jest tak zbita jak wcześniej, nie rośnie też do tak sporych rozmiarów. Redukuję się na pewno szybciej ale nadal w tempie, do którego jakoś szczególnie nie można się przyczepić. Najważniejsze jest jednak to, że udało mi się je dowieść chłodne. Najwidoczniej kazylion ręczników, w które owinięta była butelka pomaga.


Aromat o ogólnie słodkim profilu. W pewnym sensie jest zmiennie pomarańczowy. Raz jest skórka od pomarańczy, z takim lekkim kwaskiem a raz słodka mandarynka. Zacząłem się nawet zastanawiam czy do nosa mi jakiś owad nie wleciał (a pełno ich nad jeziorem jest) bo się z taką karuzelą aromatów nie spotkałem jeszcze. Małe bestie bardziej się interesowały jednak moimi nogami i wbiciu się w skórę. W tle dopełnia całość pszenica i drożdże. Jest bardzo przyjemnie i na pewien sposób orzeźwiająco. Ale chwila chwila, gdzie kolendra? Ano ni ma. W smaku od razu da się wyczuć bardzo przyjemną kwaskowatość. Tutaj już nie jest tak słodkawe jak w aromacie, z początku tylko da się wyczuć nutę słodkiej pomarańczy. Bardzo szybko jednak nadchodzi orzeźwiający kwasek ze skórkami pomarańczy a może i nawet cytryny. Powraca też kolendra, która działa jak spoina. Bananów nie ma, jedyne co można z nimi skojarzyć to taka lekka drętwość na języku po każdym łyku. Pod samiuśki koniec pojawia się goryczka, ziemista, niska, lekko zalegająca. Na wszystko spoglądają pszenica i drożdże ale chyba to drugie nosi w tej familii spodnie bo jest bardziej wyczuwalne jeżeli chodzi o podstawowe smaczki pszenicznego piwa. Oba pozostają jednak w tyle, niech dzieci się swobodnie bawią. Całość średnio nagazowana, cholernie orzeźwiająca i pijalna.

Oryginał: 14.08.2013:


Kolejna, trzecia już podróż Kormorana. Tym razem witbier, w sumie spodziewałem się czegoś z UK ale może Kormoran zawita na wyspach następnym razem. Co tu mamy? Ano książkowo wyglądającego wita. Przykuwa gęstość trunku jak i samej piany. Prezentuje się kozacko, szczególnie w dedykowanym szkle. Aromaty cytrusów lekko ustępują kolendrze. W smaku to samo, lekka kwaskowatość. Trochę nie pasuje mi bardzo słaba goryczka. Wolę większą, nawet w witach. Podsumowując piwo rześkie i bardzo przyjemne. Mam z nim jednak ten sam problem co z AIPA, nie jest szczytem gatunku i nie pasuje mi do niego cała otoczka, którą funduje nam Kormoran. 

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com