Śledź mnie na:

Komes Potrójny Złoty (Fortuna) + wersja leżakowana



By  Patryk Piechocki     6.9.15    Tagi:,,,,,, 

Trzecie picie (leżakowany):

Takie chwile powinny cieszyć każdego piwosza. W końcu może wyjąć z piwnicy piwo, na które czekał półtora roku... i o dziwo nie mam na myśli portera. Jeżeli dobrze pamiętam Komesy z browaru Fortuna były pierwszymi na rynku, które jawnie zalecały leżakowanie swoich trzech specjałów. Portera już sprawdziliśmy, jak wypadnie ich tripel?

Warto przypomnieć, że Fortuna użyła dziwnego sposobu opisywania owego leżakowania. Na etykiecie podali datę przydatności do spożycia więc musimy liczyć te 18 miesięcy tak jakby od końca. Moja butelka straciła ważność już 3 miesiące temu więc powinna być jeszcze bardziej "wytrawna i złożona".



Jak widać wygląd piwa zmienił się diametralnie. Jest klarowne, bez jakichkolwiek oznak zmętnienia. Szmat czasu w pozycji pionowej zrobił swoje. Końcówki nie nalewałem bo przecież gdzieś ten syf musiał pozostać. Kolor ciemnego złota jak nic. Piana praktycznie, że nie istnieje. Już nawet kożuszka po sobie nie pozostawia.


Co się stało z aromatem? Ano to, czego można się było spodziewać. Nie jest już tak mocny i wyraźny. Osłabł znacznie ale nadal da się to i owo wyczuć. Słodowa słodycz wyrównała się trochę i nie przypomina już nektaru kwiatowego. Bardziej lekko fermentującą już pomarańczę. Do tego lekki, marginalny wręcz alkohol, który jakoś nieszczególnie przeszkadza. Co najlepsze pojawiają się też przyprawy, głównie pieprz. Słabe bo słabe ale to zawsze coś.

W smaku zrobiło się bardzo suche, jakby to Wam wytłumaczyć... nie jest ani treściwe ani mocno wysycone ale też na pewno nie wodniste. Nie ma dużego wpływu na nasze kubki smakowe. Tym razem prym wiedzie wyłącznie fermentująca pomarańcza a gdzieś z daleka pomaga jej delikatnie pieprz. Goryczka drastycznie zmalała i jest wręcz punktowa, z mało przyjemnym, alkoholowym profilem. Finisz lekko przyprawowy, bez fajerwerków. Całość nadal dość słodkawa, gdzie ta obiecana wytrawność się pytam? Dzięki bogu znikła drętwość, która pojawiała się przy młodej sztuce. Niestety piwo mimo pewnego rodzaju ułożenia nadal jest nudne i niewyraźne. W tym niby triplu nic nie ma. Pijąc go mam dziwne wrażenie jakby była to tania, koncernowa wersja tego belgijskiego stylu. Nie warto było trzymać go w piwnicy, czuję się w pewnym sensie oszukany bajeczkami o leżakowaniu z kontretykiety.

Drugie picie 24.01.2014:

Miałem już wczoraj napisać tego posta, niestety ukochana telefonia Dialog postanowiła dać mi 0kb/s uploadu (według ich speedtest'a). No cóż, kartka, długopis i jedziemy jakby to był przynajmniej jeden wiek wstecz.

Co mnie zmusiło do ponownego wypicia? Ano Chimay Blue, którego prawdopodobnie za wcześnie otworzyłem. Pomyślałem sobie wtedy, że w sumie można powrócić do Komesów, które opisałem bardzo lakonicznie i jest mi wstyd gdy czytam te zaledwie parę krótkich zdań przy każdym z nich. Smaczku dodaje to, że sama Fortuna poleca je leżakować. Zakupiłem więc po dwie sztuki potrójnego i porteru. Dziś młodziutki złoty a za może rok jego dojrzała wersja.

Pierwsze co się rzuca w oczy to jakość etykiety, bardzo mocno się marszczy nawet przy lekkim schłodzeniu, o ile dobrze pamiętam kiedyś nie było takiego problemu. Kapsle też jakieś takie porysowane a spędziłem trochę czasu szukając najmniej zniszczonego. W sumie to dość dziwnie to wyglądało gdy człowiek kupuje piwo w Żabce przed 8 rano. Aleee o czym my tutaj...

Piana dużo się nie różni, jest może troszku większa ale nadal dziurawa i szybko się redukuje. Pozostawia jednak dość sporej ilości kożuszek, który utrzymuje się do końca picia. Kolor mętnego złota, jakby to powiedziała dzisiejsza młodzież: mesmerajzing


Aromat się na pewno zmienił, jest mocny, wyraźny. Głównie słodowy, słodkawy - kwiatowy. 9% alkoholu w ogóle nie czuć. Coś mi ta słodycz przypomina jednak... jakieś dziwne wspomnienie z dzieciństwa. Już wiem, jako szczyl często piłem nektar z kwiatów, takich czerwonych. Wyglądały jak wydłużone dzwoneczki. Nie muszę chyba pisać, że był to ogród sąsiadki? Właśnie coś takiego wyczuwam w aromacie. Bardzo fajne, mimo że słodkie. Szybko przechylam pokal i... czar prysł trochę. Smak różni się drastycznie od aromatu. Mamy tutaj dość wyrównaną współpracę słodów (wbrew pozorom bez słodyczy) i chmielów. Broń boże nie jest to nic złego, brakuje mi jednak trochę tego nektaru. Jest jeszcze jedno ale, w sumie potrójny to też Triple z Chimaya. W Komesie brak jednak jakichkolwiek przypraw lub czegokolwiek co by nas zaskoczyło. Złocisz jest po prostu nudny. Gorycz na średnim poziomie, ni to słaba ni to atakująca zbyt mocno. Alkohol praktycznie niewyczuwalny, no chyba że sobie zaczniecie płukać tym piwem gardło. Jest jednak jakieś takie odczucie młodości piwa, przy lekkim ogrzaniu wychodzi na światło dzienne lekka, ale dość nieprzyjemna drętwość, która pozostaje na języku. Przy 2/3 wypitych pojawia się alkohol, niestety dość nieprzyjemny i gryzący.

Oryginał 05.08.2013:


Mocne, jasne piwo górnej fermentacji. Niby wszystko fajnie ale jednak coś jest z nim nie tak. Czy wyczuwam masełko? Po jednym wypiciu pewny nie jestem więc trzeba będzie kiedyś do niego wrócić. Jedne z 3 piw Fortuny, które dojrzewają w butelce. 

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

3 komentarze:

  1. może bardziej odpowiednie szkło by się do takiego stylu przydało? , btw. bardzo fajny blog o piwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkło browaru, chciałoby się dedykowane Komesa ale niestety nigdzie go dostać nie mogę.

      Usuń
  2. Tego Komesa lubię, ale ja osobiście wyczuwam w nim "moc" i alkohol. Na tego typu słodowy smak, to ja muszę mieć "ten dzień", bo w innym przypadku napój ten staje mi ością w gardle. Śledzę insta - brawo za zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com