Śledź mnie na:

Atak Chmielu (Pinta)



By  Patryk Piechocki     18.12.14    Tagi:,,,,,, 

Drugie picie:

Bardzo dawno temu, gdy w kraju kwitnącej cebuli królowały wszelakie kopie eurolagerów a szczytem hipsterstwa było picie piwa z sokiem przez słomkę ktoś postanowił powiedzieć dość. Tym ktosiem był browar Pinta. W lśniącej zbroi i Atakiem Chmielu w ręce zaczął nawracać niewiernych, odcinając głowy hydrze zwanej Wielkim Zbiorem Koncernów. Tak zapewne wielu z nas będzie wspominać chłopaków z Pinty. Ja... nie bardzo, jak wiecie mam z nimi ostatnio problem, który nazywa się normalność.

Z początku ich piwa były dla mnie wielkim szokiem, bez bicia przyznam, że to dzięki nim obudził się we mnie duch craftu. Problem jednak powstał w drugiej połowie tego roku gdy ich wyroby wydawały mi się dość... pospolite, bez polotu i szału. Można to tłumaczyć moimi rosnącymi wymaganiami ale jestem pewien, że to nie o to chodzi. Na szczęście w moim mieście otworzyli nowy sklep monopolowy (cieszę się ze sklepu z procentami, alkoholik pełną gębą) gdzie ku mojemu zdziwieniu mogłem zakupić pintowskie wynalazki. Bez zastanowienia chwyciłem ich flagowe piwo i poniosłem do domu z mocnym postanowieniem... sprawdzenia.


Etykieta lekko zmieniona, w sumie to po prostu odświeżona graficznie. Całość nie wygląda już tak płasko. Kolor piwa się nie zmienił, nadal jest to ciemny bursztyn, może trochę wchodzący w czerwień. Wydaje się klarowne ale jakby się uprzeć to lekko opalizuje. Piana... nie zachwyca, nie chce rosnąć i robi się szybko dziurawa. Próbuje się trzymać szkła podczas szybkiego opadania ale też jej to średnio wychodzi.


Z przyzwyczajenia powąchałem szybko szyjkę butelki po odkapslowaniu. Nie polecam tego robić z najnowszą warką, zajechało gotowanymi warzywami aż mi się stołówka w podstawówce przypomniała. O dziwo, po nalaniu do shakera, nie ma śladu po tym zapaszku. Mamy cytrusy, tropiki, a nawet trochę iglaków z rodzimych lasów i żywicy. Najmocniejsze jednak są tropiki, mango i melon jeżeli mnie węch nie myli. Całość intensywna, szczególnie jak na to szkło, nie jest to jednak poziom pierwszej warki Grand Prix Czesława Dziełaka. Niestety po ogrzaniu wychodzą te nieszczęsne gotowane warzywa, tyle dobrze, że w małych ilościach. W smaku jest... żywiczne. Mocne skojarzenia z jazdy rowerowej po iglastych lasach i gryzieniu igieł z szyszkami przy niejednym upadku. Jest też trochę karmelu i bardzo słabe tropiki w postaci mango, które nie dają rady wszechobecnemu smakowi oryginalnej, angielskiej IPA. Goryczka jest średnia, powinna mieć te 58 IBU ale wchodzi dość gładko więc człowiek nie odczuwa tego uderzenia. Niepotrzebnie jednak zalega, chociaż w sumie... ma bardzo fajny profil "iglasty". Wysycenie średnie, a nawet wydaje mi się trochę za niskie jak na ten styl. Całość jest dziwna, smakuje mi ale ma ewidentne wady i niedociągnięcia. Niestety, najnowsza warka Ataku Chmielu potwierdziła moje obawy co do jakości piw Pinty.

EDIT 09.01.2016: Ostania warka jest wyśmienita. Jedno z lepszych AIPA w styczniu tego roku.

Oryginał 05.08.2013:


Sztandarowe piwo Pinty. Kiedyś nazywane najbardziej goryczkowym piwem w Polsce. Dziś już nie tak bardzo, głównie przez B-Day czy Rowing Jack’a. Nie zmienia to faktu, że jest ono cholernie dobre. Huragan smaków, zaczynając od cytrusów i kończąc na… żywicy? Śmiem nawet twierdzić, że jest to idealny sposób na rozpoczęcie przygody z prawdziwymi piwami i goryczą. 

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Widzę, że coraz więcej osób zauważ problem przeciętnienia Pinty... Niestety marketing, niesamowity popyt na nowości i trzymanie się przeszłości powoduje, że ich piwa nadal schodzą na pniu.

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com