Śledź mnie na:

Paździerz blogerski, bo mogę!



By  Patryk Piechocki     8.9.15    Tagi: 

Kiedyś ktoś mi powiedział, że jeżeli masz lustro (lustrzankę cyfrową) i dobry obiektyw (powiedzmy jakąś Lkę od Canona) to nawet zdjęcie z psimi odchodami na trawie może być uważane za sztukę i jakiś rodzaj wyrażenia siebie przez samozwańczego artystę. Jeżeli dołożymy do tego przesłonę taką, że nam bookeh  (rozmyte tło) wydłubie oczy to może to i nawet być tzw money shot. Coś w tym jest, szczególnie przy dzisiejszej hipsteriadzie dużych miast, gdzie gardzą wszystkimi którzy nie mają lustra, i to koniecznie takiego za parę tysi w złotówkach.

Bullshit, tyle w temacie. Miałem chyba każdy możliwy rodzaj aparatury fotograficznej począwszy od analogów na lustrzankach kończąc. W pewnym momencie, mając bardzo dobrego Canona 7D i cały plecak obiektywów, stwierdziłem, że to nie ma sensu. Tak drogi i duży sprzęt nie jest Ci potrzebny jeżeli nim nie zarabiasz. Jadąc na rower musiałem ze sobą zabierać cały plecak ciężkiego sprzętu... po co mi to? Sprzedałem to w cholerę i kupiłem bezlusterkowca z wymienną optyką. Nie dość, że był tańszy i mniejszy to jeszcze robił lepszej jakości zdjęcia... jedyny problem to budowa, trzeba bardziej na takie aparaciki uważać bo nie są pancerne jak lustra. Czemu ja o tym? Bo porozmawiamy sobie dzisiaj o fatalnym stanie połowy polskich blogów/vlogów zajmujących się tematyką piwną.

Wiele ludzi "z branży" zastanawia się dlaczego nasz piwny sektor blogowy nie jest tak znany jak inne np odzieżowe czy kucharskie. Każdy zgania to na jakość pisanych tekstów i małe zainteresowanie craftem ale jakoś nikt nie zauważył, że blogi o innej tematyce wyglądają o wiele lepiej niż nasze. Wiem, że zaraz wiele osób na mnie naskoczy. "Przecież nie każdy jest pro fotografem!" albo "Robię to najlepiej jak mogę moim sprzętem!"... Może i znajdzie się wśród Was parę takich, co naprawdę tak myślą ale wiem, że większość jest zwyczajnie w świecie leniwa. W dobie internetu nie da się być tym kimś bez wiedzy. Sprzęt jest zawsze drugorzędną sprawą, wystarczy spojrzeć na zdjęcia piw na Instagramie (oczywiście te zrobione smartphonami). Może i nie jest to szczyt jakościowy ale przynajmniej człowiek nie ma odruchu wymiotnego gdy je widzi. Na wstępie zaznaczam, że nie będę podawał konkretnych przykładów paździerza, nie o to mi chodzi. Chce niektórym uświadomić, że warto jest poświęcić te parę minut więcej przy okazji kolejnego wpisu. Kto posłucha ten zuch, reszta dalej będzie żyć w średniowieczu internetowym wprost z lat 90'tych i wymyślać beznadziejne wymówki dlaczego, jako dorosły człowiek, nie może nic z tym zrobić.

Ktoś użył podobnego filtra u siebie myśląc, że komuś się to będzie podobać...
Zacznijmy może od najważniejszej rzeczy czyli zdjęć ocenianego produktu. Jak chyba widać po moich fotach mam dość wysokie standardy co do ich jakości. W końcu chce Wam jak najlepiej przedstawić ukochany trunek. Niektórzy jednak mają najwyraźniej w pompie to co wrzucają... bo jak inaczej można nazwać umieszczanie zdjęcia zrobionego z super bliska (czasami nieostrego z tego powodu) i w dodatku z tzw "flashem w ryj". No fajnie, zrobiłeś zdjęcie na którym widać szyjkę butelki i zaciemniony kufel z tyłu a reszta to biała plama, naprawdę jesteś z siebie zadowolony? Gdy jednak pomyślę o beznadziejnych filtrach (zarówno w zdjęciach jak i video) rodem z czasów clipartów to aż mnie cofa... Bloger przedstawia czytelnikowi/widzowi kawałek swojego świata a filtr, który działa na zasadzie np. negatywu niczemu nie służy i mówi tylko tyle o Tobie co: "Ooo, znalazłem gotowy filtr do swojego programu! Ale fajny i fikuśny!". To trochę tak jakby dziecko znalazło "plastelinę" w piaskownicy i się nią zaczęło bawić bo jest to coś nowego... To samo tyczy się oświetlenia i ostrości w filmach. Czy tak trudno jest to sprawdzić na ekranie aparatu? Nie, i nawet nie próbujcie wcisnąć mi kitu, że tego nie widać.

Trzymając się tematu vlogów. Pomyśl nad jedną koncepcją/szablonem i się jej trzymaj. Poświęcisz na to godzinę a będziesz miał ustawiony wygląd i składnie każdego kolejnego filmiku. Miałem nie dawać przykładów ale ten jest zbyt oczywisty... Kopyr już dawno się nauczył, że pokazywanie etykiety i kapsla podczas degustacji nie ma sensu i zajmuje zbyt dużo czasu, szczególnie gdy aparat próbuje złapać ostrość (najnormalniej w świecie nudzi to widza). Teraz robi intro ze zbliżeniem na butelkę i jakoś to zaczyna wyglądać. Równie dobrym pomysłem jest zrobienie zdjęcia po prostu i wklejenie go w video podczas naszego gadania. Po co pokazywać całość do kamery jak lampa tak mocno ją oświetla, że etykiety prawie że nie widać? O braku ostrości nie wspomnę. Zróbcie sobie test jasności, lampy studyjne nie muszą napieprzać ile im fabryka dała. Aparaty/kamery gubią się wtedy, szczególnie jeśli macie je na auto bo nie wiecie jak ustawić je na manualu. Oczywiście to samo jest przy zaciemnionym kadrze ale z tego co się orientuje większość vlogerów ma dodatkowe oświetlenie. Zróbcie z niego prawidłowy użytek.

Tak może wyglądać Wasza strona na innej przeglądarce.
Kolejnym, na szczęście powoli zanikającym problemem jest sam wygląd strony/bloga. Ja wiem, że użycie gotowego szablonu jest łatwe i przyjemne ale wystarczy poświęcić jeden wieczór na znalezienie i zaimplementowanie trochę schludniejszego i bardziej czytelnego. Pomyśl o poszczególnych elementach swojej strony i zastanów się czy na pewno są Ci one potrzebne. Są blogi, które na naszej scenie istnieją dłużej niż mój a mają nawalone kazylion niepotrzebnych lub po prostu niedziałających poprawnie widgetów. O durnym pomyśle wrzucania rozciągniętego zdjęcia jako tła chyba nie muszę pisać? Co mnie jednak najbardziej denerwuje to pewnego rodzaju rasizm przeglądarkowy. Ja rozumiem, że jedyną i słuszną aplikacją do przeglądania internetu jest Chrome (Na wieki wieków, amen!) ale trzeba pomyśleć też o tych biednych, zagubionych duszyczkach, które siedzą na Firefoxie lub co gorsza... na IE. Upewnijcie się, że Wasz blog jest czytelny na każdej z trzech największych przeglądarek. Warto też zainteresować się widokiem mobilnym strony, coraz więcej ludzi czyta teksty na swoich smartphonach.

Podsumowując, zadbajmy o to jak nasz czytelnik odbiera treści, które chcemy mu przekazać. Ja rozumiem, że większość z nas pisze o piwie, jako pewnego rodzaju hobby, ale to nie jest argument do odwalania chały i jawnego paździerza.

Zdjęcie główne: Google/kiss959

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

2 komentarze:

  1. Dobrze pisze. Polać mu ;)
    podpisany ja, Kororowy Mike z KororowychSzyszek ;)

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com